Andrzej Nowak
profesorDziś, kiedy z willi gen. Kiszczaka wyszła na jaw porcja oryginalnych dokumentów dotyczących TW Bolek, wierni, zdeklarowani obrońcy tego ostatniego mówią: nic się nie stało. Przecież to wszystko „w zasadzie” było wiadome. Pozwolę sobie w związku z tym przypomnieć prawdziwą sytuację sprzed sześciu lat:

 

wyrok sądowy na Wydawnictwo ARCANA za publikację monografii Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie.

Tej monografii, za której napisanie na moim seminarium magisterskim, pani Kudrycka, dziś europoseł PO, postanowiła skierować „Komisję metodologiczną” na Uniwersytet Jagielloński, jak w latach stalinowskich. O tym, co wtedy mówili panowie Celiński, Niesiołowski (wówczas wicemarszałek Senatu), premier Tusk, pan Mazowiecki Wojciech i inne tuzy dziennikarstwa III RP – nie będę mówił, ani też o tym jak haniebnie zachowały się niektóre tuzy historiografii tegoż dworu. Przypomnę tylko znacznie bardziej istotny fakt. Ten, który jest dzisiaj tak zakłamywany. O TW Bolek w III RP nie wolno było pisać prawdy. Troszczyli się o to najważniejsi najbardziej wpływowi politycy, dziennikarze i troszczyły się, co najważniejsze: sądy.

Przytoczę w związku z tym  tekst, jaki napisałem i opublikowałem 6 lat temu, w marcu 2010 roku, po zapadnięciu wyroku sądowego. Oto ten tekst:

Wydawnictwo „Arcana” wydało dotychczas, w ciągu szesnastu lat swej działalności, nieco ponad 250 książek. Wśród nich, od 1999 roku, serię ARCANA HISTORII.  Seria ta, w której publikowali tacy badacze m.in., jak Richard Pipes (Harvard University), Piotr Wandycz (Yale), Roman Szporluk (Harvard), a także wielu wybitnych historyków krajowych, zawiera głównie niskonakładowe monografie naukowe. […]

Na początku 2009 roku w tej serii wydana została (po trzech recenzjach) książka Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa: idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy ‘Solidarności’ do 1988 roku” – 624 strony, ok. 1900 przypisów. Przeciw książce podniosła się burza. Wydawnictwo stało się natychmiast obiektem medialno-politycznej nagonki. Nie mnie oceniać tutaj – czy słusznej. Na pewno dotkliwej. Zdarza się.

Sytuacja zmieniła się, gdy do akcji przeciw książce wciągnięty został wymiar sprawiedliwości. Zapadł właśnie wyrok sądu pierwszej instancji. Sąd krakowski orzekł, że autor książki nie uwzględnił w swojej pracy wyroku Sądu Lustracyjnego z 2000 roku, uwalniającego Lecha Wałęsę z zarzutu współpracy z SB. Wydawnictwo nie dopilnowało, by autor wprowadził ten wyrok do swej monografii – zatem musi teraz ponieść odpowiedzialność: przeprosić stronę pozywającą (córkę Lecha Wałęsy) całostronicowym ogłoszeniem płatnym w „Gazecie Wyborczej”, a także dopilnować usunięcia z książki (w następnych wydaniach) wzmianki z zamieszczonego w niej kalendarium, w której podane są daty rejestracji przez SB (29 XII 1970) oraz wyrejestrowania (19 VI 1976) Lecha Wałęsy jako tajnego współpracownika. Tylko tyle – i aż tyle. Dla małego wydawnictwa bezprecedensowa kara ogłoszenia całostronicowego w najdroższym dzienniku (czy ktoś widział kiedyś takie całostronicowe przeprosiny w jakiejkolwiek sprawie?) może być finansowo całkowicie niszcząca. Może też o to właśnie chodzi.

W istocie jednak wyrok ten nie dotyczy tylko jednej książki i jednego wydawnictwa. Sąd zakwestionował prawo do kontynuowania badań konkretnego wycinka historycznej rzeczywistości po wydaniu prawomocnego orzeczenia, stwierdzającego – autorytetem Sądu Lustracyjnego w tym wypadku – że ów wycinek ma na zawsze pozostać interpretowany tak a nie inaczej. W książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” z 2008 roku została zebrana bardzo obszerna dokumentacja obalająca argumentację historyczną orzeczenia Sądu Lustracyjnego z 2000 roku. Nikt z historyków nie podważył z kolei argumentów przytoczonych w tej konkretnej kwestii przez Cenckiewicza i Gontarczyka. Paweł Zyzak w swojej pracy oparł się na tych argumentach, uzupełniając je w tejże sprawie nowymi, pozyskanymi przez siebie świadectwami.

Sędzia Krzysztof Kauba, występujący z Urzędu Rzecznika Interesu Publicznego w 2000 roku w Sądzie Lustracyjnym w sprawie Lecha Wałęsy, po odrzuceniu przez Sąd przedstawionego przezeń materiału dowodowego, stwierdził, iż nie widzi w tej sytuacji szans wznowienia postępowania w tej kwestii. Dodał jednak, że będą mogli przecież dalej wyjaśniać ją historycy.

Wyrok z 19 marca 2010 roku przekreśla stanowczo tę możliwość.

Kiedy wysłuchałem tego wyroku, przyszedł mi zaraz na myśl przerabiany właśnie ze studentami w ramach wykładów z historii myśli politycznej dialog Platona i postawione w nim, fundamentalnie ważne pytanie. Otóż w dialogu „Polityk” Platon rozważa następujące zagadnienie: czy zawsze, w każdej dziedzinie należy uznać najwyższy autorytet prawa. Co będzie, jeśli jakiś wyrok zabroni zdobywać nową wiedzę w dziedzinie medycyny czy nawigacji, a ktoś dojdzie do nowych ustaleń w tych dziedzinach? Jeden z protagonistów dialogu, Przybysz z Elei, stwierdza, że w takim wypadku, kiedy poszerzający wiedzę wykroczy przeciw wyrokowi prawa, powinien być bezwzględnie ukarany: „Bo nic nie powinno być mądrzejsze od prawa”. Co będzie jednak, jeśli ta zasada zostanie rozciągnięta na wszystkie obszary ludzkiej aktywności poznawczej? Drugi z protagonistów, Sokrates Młodszy stwierdza wtedy, z nutą melancholii: „Przepadłyby nam wszystkie umiejętności i już by się nawet nigdy odrodzić nie mogły, bo to prawo zabraniałoby badań. Życie już i teraz ciężkie, zrobiłoby się w ogóle nie do wytrzymania” („Polityk”, 299e)

Oczywiście Sokrates Młodszy przesadza. Są ludzie, którym żyłoby się lepiej, wygodniej z takim wyrokiem. Ci na przykład, którzy wzywają do mielenia lub palenia książek. Albo ci, którzy chętnie by się schowali za zasłoną z dymu palonych kartek.

Czy książka może aż tak uwierać, aż tak przeszkadzać? Dlaczego? Znów – zamiast  odpowiedzi – przyszło do mnie skojarzenie literackie. Przypomniał mi się wiersz Aleksandra Wata „Z notatnika oborskiego”:

[…] Zapytano raz Igreka:

czy wierzy w obiektywne istnienie Parzoty?

– Wierzyć w obiektywne istnienie Parzoty – to zalatuje mistyką,

a ja, stary, wicie, zakamieniały jestem

racjonalista –

odrzekł Igrek.

Ciekawszy był ciąg dalszy.

Igrek uparł się nie wierzyć w obiektywne istnienie Parzoty.

Który to Parzota wtrącił go do lochu, poddał torturom.

Przecie wszystko byłoby w zupełnym porządku,

gdyby nie jedna smutna okoliczność:

głupi racjonalista zawziął się. Umarł w lochu.

Biedny Parzota! Już nigdy się nie dowie,

skazany na wątpienie wiekuiste,

czy istniał obiektywnie?

Tak, to chyba właśnie ten egzystencjalny problem despoty jest tutaj stawką. Despotą może być jeden człowiek, może zbiorową tyranię sprawować grupa („trzymająca władzę” – np. w mediach). Pojawia się wtedy pokusa, by zapanować nie tylko nad teraźniejszością, ale także nad przeszłością, a nawet nad przyszłością. Nad swoim obrazem – w przeszłości i na przyszłość. „Parzota” chciałby uwierzyć, że jest obiektywnie bez skazy.  I zawsze był – i będzie. Chciałby nakazać tę wiarę wszystkim jego władzy poddanym. Dziś nie grożą, oczywiście, tortury, ani śmierć w lochu. Ale można zagrozić prawomocnym wyrokiem, który zakaże dalszych badań, zakaże wątpliwości. Jeśli się uda – „Parzota” może w końcu uwierzy naprawdę, że jest bez skazy. Dopóki zakaz nie jest skuteczny, „Parzotę” męczą czasem te wątpliwości. Nie ma tej ostatecznej pewności, jaką jego „racji” może dać tylko skwapliwe jej uznanie przez wszystkich. [Podkreślę raz jeszcze, że owym „Parzotą” nie jest Lech Wałęsa, ale to twór zbiorowy, to „elity III RP”, które za Wałęsą chciały się schować i użyły tego biednego człowieka jak manekina.]

Być może Wydawnictwo ARCANA zostanie zmuszone przez prawo do ogłoszenia, że „Parzota” obiektywnie istnieje. Mam jednak nadzieję, że nie przestraszy to „upartych racjonalistów”, którzy uznają możliwość dochodzenia w badaniu historycznym do prawdy o przeszłości. Dochodzenia, które kieruje się innymi regułami aniżeli dochodzenie sądowe.

Dlatego także mam nadzieję, że historycy zdecydują się w tym krytycznym momencie zabrać głos: głos w obronie zagrożonej wolności badań. Jeśli argumentacja zebrana w książkach Cenckiewicza i Gontarczyka oraz Zyzaka w kwestii, w której wydał wyrok sąd krakowski 19 marca 2010 roku ich nie przekonuje – zawsze mogą napisać swoje, lepsze, podważające ją prace. Żaden jednak badacz przeszłości nie powinien przejść obojętnie wobec wyzwania, jakie rzuca – nie tylko chyba naszej profesji – wyrok z 19 marca.

 Andrzej Nowak

Credit: Portal Arcana

ornament