Prof. Andrzej Waśko
fotPolacy o wykształceniu podstawowym i zawodowym okazali się silniejszym elementem społecznym niż cała wielka rzesza magistrów. Ci, którzy nie studiowali, nie mieli bowiem okazji zarazić się tak głęboko post-marksistowskim wartościowaniem i modnymi sloganami nowej lewicy.
 

Ta subkultura elit, która w III RP weszła na miejsce roli kultury wysokiej i do dziś próbuje nieudolnie odgrywać rolę kultury wysokiej, bardzo szybko uruchomiła procesy społecznego rozkładu. Na szczęście wiele wskazuje na to, że rozkład ten został ostatnio zahamowany siłami samego społeczeństwa. Tkanki społecznej i wpisanego w kulturę polską kodu cywilizacyjnego, odrzuconego przez liberalne elity i naśladującą elity klasę średnią, nie udało się zniszczyć na poziomie podstawowym. Odrodzenie społeczne przyszło więc od dołu. Zbuntowała się młodzież, która sama zaczęła szukać czegoś, co było jej potrzebne, a czego nie znajdowała adresowanej do siebie rozrywce. Tym czymś okazała się historia usunięta z programów szkolnych, spontanicznie odszukana za sprawą niezliczonych grup rekonstrukcyjnych i przywróconej po 60. latach pamięci o Żołnierzach Niezłomnych.Swoją rolę w początkowym okresie zmian odegrał także pozbawiony jakiegokolwiek prestiżu, spontaniczny ruch młodych kibiców tak znienawidzony przez establishment i media. Sygnałem nadchodzącej zmiany były w roku 2013 organizowane przez grupy obywateli i samorządy, obchody rocznicy powstania styczniowego.

Historia, która w latach 90. była wśród młodzieży najbardziej znienawidzonym przedmiotem szkolnym odrodziła się dzisiaj, w na różnych poziomach kultury, także w kulturze popularnej w sposób widoczny dla wszystkich. W księgarniach (tych, które ocalały) najlepiej sprzedają się dziś książki historyczne. Wróciła też moda na klasyczne studia historyczne, którym w epoce procesu bolońskiego i humanistycznych „modnych bzdur” stosunkowo najlepiej udało się zachować przyzwoity poziom, i które ostatnio rozwijają się pod każdym względem. Ale pierwszym impulsem, który doprowadził do tego odrodzenia historii nie była teoria, tylko praktyka; ten impuls nie wyszedł z uniwersytetów, tylko z kultury popularnej – z zaangażowania młodzieży w grupy rekonstrukcyjne. Siłą grup rekonstrukcyjnych w porównaniu z nauczaniem szkolnym jest to, że proponują aktywność i praktyczne działanie w grupie koleżeńskiej. W zabawie nawiązują się więzi międzyludzkie, nadwątlone w zreformowanej szkole, i pojawia się ciekawość przeszłości, którą zaspakaja sięgnięcie po książkę.

Inna młodzież

Z kolei bastion politycznej poprawności i najlepszy instrument kontroli społecznej – telewizję – opanowaną przez ośrodki „resortowe” zdetronizowały wśród młodzieży nowe media społecznościowe. Dzięki Internetowi młodzi ludzie, którzy przed 2010 rokiem sądzili, że polityka jest nudna, przekonali się, że ona jest w istocie fascynująca, jeśli tylko widzi się coś więcej niż propagandową fasadę. W młodym pokoleniu Internet skończył epokę telewizji jako Wielkiego Brata. W sieci, skazani przed telewizorem na bierność, odbiorcy mogli stać się także nadawcami – i skorzystali z tego. Spluralizowało to przekaz medialny i uruchomiło nowy proces polityczny, którego wyrazem stały się wyborcze zwycięstwa prawicy.

I procesu tego nie da się już zatrzymać. Ku prawdziwemu przerażeniu „Gazety Wyborczej” na stadionach, w czasie obchodów rocznicowych i w Internecie zobaczyliśmy młodzież „nienowoczesną”, zbuntowaną przeciwko Michnikowi, a nie przeciwko polskiej tradycji. Tej młodzieży po 8 latach rządów PO już nie dało się powiedzieć, żeby przed wyborami „schowała babci dowód osobisty”. Odrodzenie solidarności pokoleń, które widzimy w statystyce głosów oddawanych w tegorocznych wyborach na Andrzeja Dudę oraz Prawo i Sprawiedliwość jest też wielką klęską projektu Jerzego Owsiaka, który społecznemu zapleczu liberalno-lewicowej władzy chciał nadać formę wprost zaczerpniętą z młodzieżowych subkultur muzycznych. Tyle że Owsiak postawił na młodzież taką, jaką ona była 40 lat temu, a nie taką, jaką jest dzisiaj.

W książce Kim są Polacy? intelektualna frontmenka subkultury elit, Agata Bielik-Robson, twierdziła że Polska jest passé, bo nie da się jej pogodzić z nowoczesnością. A ponieważ trzeba wybierać między Polską i nowoczesnością, to ona wybiera nowoczesność.  Wystarczyły jednak dwa lata, żeby nienowocześni wyznawcy polskich mitów i „sekta smoleńska”, która nie przeszła „nominalistycznego przełomu, jaki dokonał się w kulturze Zachodu” wygrali wybory ze zwolennikami nowoczesności, dzięki lepszemu posługiwaniu się twitterem i facebookiem.

Ironia dziejów, na którą złapali się nasi czciciele nowoczesności, najlepiej widoczna jest na mapie wyborczej. Od kilku lat rośnie na niej poparcie dla konserwatywnego PiS-u przesuwając się od województw południowo-wschodnich na północny zachód oraz od wsi do wielkich miast. Wedle wszelkich badań na PiS głosowali początkowo w większości  ludzie starsi, o niższym wykształceniu, mieszkający w mniejszych ośrodkach i na tak zwanej ścianie wschodniej. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem przewagę w społeczeństwie powinni ostatecznie uzyskiwać ludzie młodzi, lepiej wykształceni i obyci w wielkim świecie, a więc mieszkańcy wielkich miast. Tego też spodziewała się Platforma Obywatelska. Dlaczego więc tak srodze się zawiodła? Dlaczego w ostatnich kampaniach wyborczych to starzy przeciągali na swoją stronę młodych, wieś miasta, a ludzie o wykształceniu podstawowym – ludzi z dyplomami?

Niezarażona lewicowością tkanka społeczna

Odpowiedź jest sprzeczna ze stereotypami, w które wierzyli i wierzą wyznawcy nowoczesności. Polacy o wykształceniu podstawowym i zawodowym okazali się silniejszym elementem społecznym niż cała wielka rzesza magistrów. Ci, którzy nie studiowali, nie mieli bowiem okazji zarazić się tak głęboko post-marksistowskim wartościowaniem i modnymi sloganami nowej lewicy. Ponieważ ostoją tego typu myślenia po latach PRL-u pozostały uniwersytety i środowiska opiniotwórcze, wychowankowie tych środowisk i ich satelici przesiąkli fałszywą ideologią w znacznie większym stopniu niż tak zwani ludzie prości. Zaś życie i działanie według fałszywych idei, nawet jeśli początkowo przynosi profity, na dłuższą metę jest życiem w poznawczym i moralnym zagubieniu, co w sposób naturalny prowadzi do porażki.

Ten oczywisty dziś fakt, powinien – o ile to możliwe –  przemówić do wyobraźni elektoratowi Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.pl. Zespół „nowoczesnych” przekonań, które ten elektorat traktuje jak polityczną religię, jest nie tylko absurdalny, ale i samowywrotny, autodestruktywny.  Fetyszyzowanie nowoczesności zmusza do walki z  całym dziedzictwem kulturowym, które nie jest nowoczesne. A ponieważ testu na nowoczesność nie przechodzi 95 procent dorobku umysłowego, wzorów moralnych i świadomości estetycznej, jaką nasze społeczeństwo uzyskało na przestrzeni dziejów, walka o nowoczesność staje się walką z kulturą sensu stricto, prowadzoną z pozycji subkulturowych. Kto tak zaczyna, ten w końcu – w imię nowoczesności – musi postawić na pornografię i bronić jej jako sztandaru swojej sprawy. Tego jednak ogół społeczeństwa nie zrozumie (i będzie miał rację) i za tym nie pójdzie, więc misjonarze nowoczesności, których burzliwy okres postkomunistycznej transformacji wyniósł w Polsce na pozycję elit, wcześniej czy później – raczej już niedługo – wrócą tam, skąd przyszli – to znaczy na margines.

Prof. Andrzej Waśko

Śródtytuły zostały dodane przez redakcję Portalu, cały tekst zotał opublikowany w 126 numerze Dwumiesięcznika ARCANA – zobacz TUTAJ

Credit: Arkana 126

ornament