Wyborom 4. czerwca ’89 ( którym patronował szeryf z „Solidarności”) i nieoczekiwanej korekcie deformującej ich rezultaty dwa tygodnie później, towarzyszył załączony dokument. Znalazłem go wśród rozmaitych plansz i muzealiów na wystawie „25 lat walki o niepodległość” przygotowanej przez „Solidarność” Pracowników Oświaty Łódź- Bałuty*. Próbowałem odtworzyć historię tego dokumentu datowanego 24.czerwca ’89 – niebawem po jego nadejściu do adresata dostarczył je „Solidarności” jeden z pracowników/funkcjonariuszy WUSW. Widocznie i tam, w resorcie sympatia do zwycięzców w wyborach zdolna była odczarować zastraszonych i łamać tajemnice MSW. Regionalna instancja „Solidarności” przekazała news /skopiowany dokument z zatartym adresem WUSW w Łodzi/ świeżo wybranym parlamentarzystom przyszłego OKP. Nie zdołałem ustalić którzy z nich i z jakich motywów sprawili, by trafił pod sukno – do Orwellowskiego grobu pamięci.

pismo

 

Wynik ‘niekonfrontacyjnych’ wyborów 4.czerwca lapidarnie obwołany przez Joannę Szczepkowską dniem końca komunizmu, dalsze interpretacje akcentujące, że to obie strony po Okrągłym Stole i w nowym sejmie /kontraktowym/ godne są traktowania jak dżentelmeni z należną partnerską równoprawnością i szacunkiem, wydają się ugodzone tego rodzaju dokumentem. Świadczy on wprawdzie o realizmie MSW, które po 4/17. czerwca owego roku uznało formalny rezultat wyborów i odmówiło wierności prognozom tow. Czarzastego/ które  wykluczały możliwość zwycięstwa kogokolwiek poza „reformatorami z PZPR”/, niemniej „należy pójść towarzysze rutynową drogą i szybko zewidencjonować na ilu ludzi w tym sejmie resort czy władze polityczne /PZPR/ mogą liczyć” albo w drodze szantażu czy presji – iloma mogłyby się posłużyć.

Gen. Kiszczak, współautor porozumienia i najwyższy zwierzchnik MSW nie podjął się wprawdzie misji sformowania rządu, ale gabinet taki – gdyby sytuacja czyniła go możliwym wówczas- mógłby opierać się na socjotechnice i procedurach niefortunnie wyjawionych w rozkazie gen.Dankowskiego. Dokumentów tego rodzaju  świadczących o działaniach czy przygotowaniu gruntu bez wątpienia powstało wówczas więcej. Trudno jednak poważniej dywagować o nich, jeśli zawieruszyły się bezpowrotnie i nawet demaskatorskie zapędy trzeciego rządu w r.1992 nie wydobyły ich na światło dzienne. Podobnie jak nie znamy statystycznej choćby odpowiedzi z 49. WUSW, jaką rychło otrzymać miał gen. Dankowski.

W każdym razie dyskusja o dniu czy wydarzeniu stanowiącym cezurę dawnych i nowych czasów w świetle podobnych źródeł nie pozwalałaby końce PRL przesuwać w czas Okrągłego Stołu czy wyborów czerwcowych. Szereg drastycznych praktyk tegoż PRL – w tym wypadku państwa policyjnego skrywającego się za szyldem PRL – funkcjonowało jeszcze dłuższy czas mocą bezwładu albo siły, której utraty nomenklatura nie brała jeszcze dostatecznie serio. Zamiar tajnej policji ingerowania w działania parlamentu mniej dziwi w porządku demokracji centralistycznej; nieskończenie bardziej w porządku demokracji pluralistycznej na którą strona partyjno-państwowa udzieliła właśnie 35% koncesji stronie społecznej. Lojalność partyjna /formacyjma/ wydawała się sprawą zbyt niepewną skoro trzeba było niezwłocznie przygotować środki dla manipulacji agenturalnej, dla mobilizacji diaspory we wszystkich klubach poselskich posłusznej MSW  , by dało się z jej pomocą przybliżyć realia do założeń i życzeniowego myślenia Biura Politycznego czy innych krajowych i radzieckich ośrodków dyspozycji politycznej.

Ci, którzy szczerze bronią komunistów czy postkomunistów przed zarzutami nielojalności, mafijności czy praktyk niegodziwych i odpowiedzialności za bezprawie, stają skonfudowani i objaśniają tylko cząstkowo co uniemożliwiało ujawnianie zachowań i dokumentów dyskwalifikujących „współautorów reform”. Rzetelne oceny tak reprezentacji jak odpowiedzialności za kroki czynione dyskretnie przez drugą stronę kontraktu okrągłostołowego pozostają kwestią otwartą. Taktycznie czy inaczej motywowane przemilczanie czy tuszowanie kroków partnera ‘niekonfrontacyjnych wyborów’ było wyborem współodpowiedzialności za te posunięcia czy czynione przezeń przygotowania i brało rozbrat z reprezentowaniem elektoratu, który świeżo wprowadził stronę społeczną do sejmu po dziesięcioleciach głosowań, które nie pozostawiały wyboru, bo służyły wyłącznie pozorowaniu legitymizacji władz.

Wydaje się oczywiste, że pisanie dziejów PRL i III RP wymaga szerokiego, swobodnego dostępu do empirii i źródeł. Im bardziej te zostały brakowane tym trudniej przebić się trzeźwej refleksji przez pozaempiryczne, naiwne często, dywagacje apologetów czy bezlitosnych krytyków ówczesnych zdarzeń – polskiej ‘jesieni ludów’, która zdarzyła się tamtej wiosny. Przed kilkoma laty na spotkaniu dysydentów w Podkowie Leśnej petersburski obrońca praw człowieka /p.Joffe// powiedział, że byłoby dziwne, gdyby mieszkańcy Pompei nie interesowali się wulkanologią. W myśleniu gen. Dankowskiego znajdujemy przeciwstawne przekonanie, poniekąd ze sfery myślenia magicznego – by trzęsienia ziemi opanowywać agenturalnie nie zadając sobie trudu przestudiowania skąd pochodzą.

Józef Śreniowski

*Otwarcie wystawy „25 lat walki o demokrację” miało miejsce dnia 8.09.2005 w Łodzi przy ul.Sędziowskiej 18.