Czy PKP nie lubią Krakowa?

oczyKażdego dnia jakieś 20 tysięcy ludzi odjeżdża stąd lub tu przyjeżdża. Nareszcie mamy w Krakowie nowoczesny, jasny i czysty dworzec kolejowy. Ale tego, kto projektował tablice informacyjne udusiłabym własnymi rękami.
Sens tablic na peronach tkwi w tym, że mają być widoczne z dużej odległości. A nie są! Brak też na nich widocznych zegarów z aktualną godziną. Czasem od tego zależy czy człek spóźni się do pociągu. No, chyba że pociąg się spóźni, bo spóźnia się często.  Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie uniknięto idiotycznych błędów. Dlaczego część ruchomych schodów wieczorem przestaje działać?

Dlaczego windy są mikroskopijne, a zrezygnowani pasażerowie muszą, zipiąc, taszczyć walizy po stromych schodach? Dlaczego tych nieszczęsnych szklanych wind nikt nie myje i tak podle kontrastują z nowym dworcem? Nawet chyba znam odpowiedź: bo szyby zaprojektowano tak, że są trudno dostępne.

Jeżdżę z PKP często. Dramatycznej degrengolady trasy Kraków ­ ­Warszawa końca nie widać. Bilety na Intercity są skandalicznie drogie. A i tak zdarza się, że w dobrych godzinach miejsc brak, bo minęły czasy, gdy pociągi do Warszawy odjeżdżały co godzinę. Zwłaszcza w poniedziałki rano z Krakowa i w piątki po południu ze stolicy PKP nam serwuje olimpiadę: wyścigi, „kto pierwszy ten lepszy”. To tłum bezmiejscówkowców pcha się do Warsu, żeby tam zalec. Szczęśliwcy z miejscówkami muszą łykać zupę na stojąco. A to i tak bułka z masłem w porównaniu do pociągów TLK. Znacznie tańsze niż Intercity, więc oblężone przez studentów i młodych, wykształconych z wielkiego miasta Krakowa szukających zajęcia w innym wielkim mieście – Warszawie. W niedzielne wieczory na peronie nr 5 panuje atmosfera jak na dworcach afrykańskich. Kłębiący się tłum dzieli się na szczęśliwców z miejscówkami i pozostałych. Jedni i drudzy płacą tyle samo, bo bilet jest jeden. Jedna cena miała być osiągnięciem – w każdym razie tak tłumaczono podwyżkę. W efekcie ludzie stoją, siedzą, a jak się uda to i leżą. Nawet koło cuchnących toalet.

Tak podróżują pasażerowie PKP w Roku Pańskim 2014, w środku Europy, z królewskiego miasta Krakowa do stolicy. W czasie wakacji coś się zmieni, bo nie będzie studentów. A turyści? Będą ćwiczyć te same przyjemności, tylko w inne dni i o innych godzinach.

Liliana Sonik