Czas pracuje

oczyMijający rok przyniósł sporo niepokoju, ale też wiele nadziei. Nie zaproponuję podsumowań. Wchodzimy w rok nowy, oby lepszy, i wolno sobie pozwolić na jakiś drobny luksus. Że to arcydroga przyjemność? Właśnie że niekoniecznie. Przecież luksusowe jest to, co doskonałe i szlachetne. Cena jest sprawą wtórną.

Gdy niebo niskie i bure, i nawet psa z domu wyciągnąć trudno, sięgam po rozmaryn. Rośnie sobie w donicy. To zresztą najdawniejsza z uprawianych w Polsce roślin pokojowych. Rozcieram listki w palcach i powstaje aura pełna energii. Cudowny zapach, jak smuga słońca, każde przygnębienie goni precz.

Kiedyś mówiono, że trzeba pewnej dojrzałości, by umieć czerpać radość z drobiazgów, tak jak trzeba lat, by docenić wartość koniaku.

Z kawiorem mam nadal problem. Czarne lub szare perełki rozpryskują się w ustach, smak zadziwia. Zachcianka wyjątkowo kosztowna, bo cena kilograma ikry jesiotra, bieługi czy siewrugi sięgać może nawet 10 tysięcy euro. Taki kawior selekcjonowano kiedyś na stoły szacha Iranu czy cara. Gdy stał się synonimem luksusu, a zamówienia popłynęły strumieniem, w pogoni za zyskiem ryby głupio i okrutnie wybito. Pojawiły się za to hodowle, również w Polsce. Amatorzy twierdzą, że polski kawior jest wyśmienity i nie grozi mu los łososia. Kiedyś był luksusem. Jednak popyt na różową rybę nakręcił pomysłowość i hodowcy produkują go w stachanowskim tempie. Karmiony paszą ze stymulantami łosoś rośnie jak na drożdżach, a z prawdziwym łączy go głównie kolor.

W starej książce kucharskiej mojej prababki znalazłam taką informację: „mamy łososie amerykańskie, newskie, ale najsmaczniejsze i najdroższe są wiślane łososie, które po ugotowaniu zatrzymują piękny różowy kolor…”. Wiślanych łososi już nie ma, ale… może kiedyś powrócą? Łatwiej wrócić do staropolskiej domowej receptury na… cappuccino. Sposób sugerowany już w intrygujących wersach:

…kawiarka z rana

Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie

I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie

Do każdej filiżanki w osobny garnuszek

Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.

Mickiewicz tylko pominął, że w „osobnym garnuszku” kawiarka gotowała mleko. I musiała je stale delikatnie mieszać, by powstała „pianka-śmietanka” podobna, tylko lepsza, od tej z cappuccino. Z szampanem nic nie poradzimy. Musi pochodzić z Szampanii: smutnej, płaskiej krainy położonej przy drodze do Paryża. W kieliszku o kształcie tulipana mikroskopijne bąbelki uwalniają się zgodnie ze swą naturą i wprawiają nas w szampański nastrój. To „wino cywilizacji” najlepiej smakuje w wersji brut, czyli wytrawnej; słodki szampan zostawmy Amerykanom. Zasady ewoluują, pojęcie luksusu również, ale co nam szkodzi wdzięk starej rymowanki:

ryby, drób i cielęcina lubią tylko białe wina;

zaś pod sarny, woły, wieprze jest czerwone wino lepsze;

a szampana, wie i kiep, można podczas, po i przed…

DO SIEGO ROKU!

Liliana Sonik: czas pracuje na nasza korzyść

 

Czas pracuje na naszą korzyść

ornament

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *