Brukselizmy wyrażenia zapożyczone

Zbadaliśmy sprawność językową i komunikatywność materiałów pisemnych, które są kierowane do obywateli – do ludzi zwyczajnie, ale tak to się nazywa: do obywateli – przez ministerstwa i wybrane instytucje centralne. Analizowano język stron internetowych właśnie tych instytucji. Mówiąc szczegółowo były to strony Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwa Sportu i Turystyki, Ministerstwa Środowiska, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.

Tekst szczegółowych opracowań liczy ponad dwieście stron. Ja to tutaj mam i nie będę państwu odczytywał wszystkiego, bo wnioski się powtarzają, wyciągnę tylko rzeczy najistotniejsze i najważniejsze.

Jeżeli by przyjrzeć się tak ogólnie poprawności językowej, to tak na trójkę z plusem by wyszło, przy czym ja mówię jeszcze w tej dawnej skali, kiedy dwójka to już było niedostatecznie, więc powiedzmy, że teraz na trójkę, jeżeli w tej nowej skali. Jednak dla osób, które sprawdzały te strony internetowe pod kątem języka w nich używanego, ważniejsze było to, czy są to strony skomponowane komunikatywnie. Nieraz bowiem błąd językowy nie jest aż tak groźny, jeżeli jest tylko jeden błąd i całość zdania czy całość fragmentu jest jasna, natomiast z tą komunikatywnością tutaj nie było najlepiej.

Trzeba przecież zauważyć, że takim tekstom, które są pisane czy kierowane przez organa władzy do ludzi – bez względu na to, czy są kierowane w formie drukowanej czy właśnie formie internetowej – powinno się stawiać wysokie wymagania, duże wymagania nie tylko pod względem merytorycznym, ale także w zakresie kultury komunikacji językowej. Z jednej strony przecież jest tak, że nadawcą komunikatów zamieszczanych w Internecie jest osoba, która reprezentuje ministerstwo albo wypowiada się w jego imieniu a z drugiej strony – odbiorcą jest każdy odwiedzający ministerialną stronę. Ci, którzy odwiedzają takie strony internetowe, są bardzo zróżnicowani, jeśli chodzi o wiek, zainteresowania, zawód, kompetencję językową, kompetencję komunikatywną.

Tymczasem ogólny wniosek jest taki, że twórcy stron internetowych urzędów centralnych, ministerstw, zakładają jakby tylko jeden typ odbiorcy – wykształconego, o wysokich kompetencjach językowych i takiego, który zna styl urzędowy:gotowego do odbioru tekstu trudnego, skomplikowanego składniowo i terminologicznie. Inaczej mówiąc człowiek, który w tym wszystkim dobrze się nie orientuje, jest zniechęcony przez strony internetowe do uzyskiwania za pośrednictwem tych stron informacji o działalności ministerstwa, a przecież to jest właśnie najprostszy i chyba najbardziej powszechny, i będzie coraz powszechniejszy, sposób komunikowania się władzy, instytucji z ludźmi, jak jeszcze dzisiaj ciągle się mówi – z obywatelami.

Wyniki tych analiz stały się podstawą do tego, że powstała kampania „Język urzędowy przyjazny obywatelom”, która została zainicjowana przez mazowiecki urząd wojewódzki a włączyli się do niej m.in. Senat Rzeczypospolitej, Rzecznik Praw Obywatelskich. W październiku odbył się pierwszy Kongres Języka Urzędowego i próbujemy właśnie – włącznie z różnymi organami władzy – spowodować, żeby to, co urzędy do ludzi piszą, było czytelne i zrozumiałe. 20 lutego w Pałacu Prezydenckim odbyła się dyskusja na ten temat i jednym z postulatów było to, żeby każde pismo urzędowe na początku albo na końcu miało takie dwuzdaniowe streszczenie, o co w nim chodzi, żeby zupełnie prostym językiem było napisane, o co w tym piśmie chodzi. Podstawowy zarzut, jaki się stawia pismom urzędowym a też temu, co było na stronach internetowych, jest to że urzędnicy obawiają się napisać coś językiem innym niż dostali to w orzeczeniach czy w dokumentach prawnych, a język prawny jaki jest, to państwo wiedzą lepiej ode mnie. Urzędnicy boją się zmienić coś, bo obawiają się, że wtedy zmieni się treść a nie starają się wniknąć w to, co tam jest napisane i przedstawić to właśnie językiem prostym.

Autorzy tekstów ze stron internetowych są przekonani, że zadaniem państwowej instytucji jest tworzenie tekstów o najwyższym stopniu oficjalności. Boją się pisać językiem prostym albo nie umieją. Tworzą teksty hermetyczne, przesycone informacją zawodową czy fachową, szablonowe, trudne w odbiorze i rzadko zróżnicowane w zależności od tego, do kogo są kierowane.

Pomijając to, że osoby analizujące wykryły tam dużo błędów literowych, interpunkcyjnych, nawet ortograficznych, ale o tym może nie będę mówił, dwa typy błędów są tutaj dominujące. Po pierwsze – są to usterki w budowie zdania uniemożliwiające zrozumienie tekstu, nadmierna długość wypowiedzi, używanie wielu rzeczowników zamiast czasowników. Chodzi np. o takie zdanie: „współpraca powinna dotyczyć przede wszystkim wymiany informacji, najlepszych praktyk i metod skutecznego zaangażowania samych obywateli państw trzecich w działania, a także opracowywania, wdrażania, monitorowania i oceny polityki i środków na potrzeby integracji obywateli państw trzecich”. Z takiego zdania naprawdę niewiele wynika dla osoby, która nie orientuje się w tematyce. Są wykolejenia składniowe prostsze, takie jak np. „jako minister kultury i dziedzictwa narodowego cieszy mnie inicjatywa” – jako minister cieszy mnie inicjatywa. To jest ewidentny błąd redaktora. W potocznej polszczyźnie, w mówionej polszczyźnie takie anakoluty się zdarzają. Minister mógł tak powiedzieć, ale obowiązkiem redaktora było przerobić to „jako minister” na „jako ministra cieszy mnie inicjatywa”. Bardzo prosty zabieg, ale ten kto spisywał, widocznie bał się, że jak zmieni cokolwiek w przemówieniu czy słowach ministra, to może mu się coś złego stać, tzn. jemu, nie ministrowi. Są wykolejenia w składni pewnych wyrażeń, np. „bariery z realizacją”. Bariery są w realizacji albo kiedy się coś realizuje. „Konkurs o finansowanie projektów” – konkurs jest nie o coś, tylko dotyczący czegoś. „Boom inwestycyjny w infrastrukturę gospodarczą” – „boom w infrastrukturę” brzmi fatalnie, „boom dotyczący infrastruktury”. Jest też taki bardzo ładny kresowizm: „przedstawiamy dla zainteresowanych protokół z posiedzenia”. „Przedstawiamy dla zainteresowanych” tak mówi cała Polska północno-wschodnia, ale w języku ogólnym jednak „przedstawiamy zainteresowanym” i uwaga, bardzo już nagminny błąd, nawet językoznawcy, a zwłaszcza ja, się wahamy, czy nie dopuścić sformułowania: „protokół z czegoś”. W polszczyźnie ogólnej i w dobrej polszczyźnie powinien być „protokół czegoś”, „sprawozdanie z czegoś”, ale „protokół czegoś”, „protokół posiedzenia”, ale „protokół z czegoś” jest już tak nagminny, że naprawdę chyba trzeba będzie ustąpić, bo nie przynosi to dużej szkody językowi, chociaż ja do końca życia będę mówił „protokół czegoś”.

Bardzo dużo jest wyrazów modnych, obcych i takich, które już językoznawcy zaczynają nazywać – uwaga: nowy termin – brukselizmamiBrukselizmy, czyli wyrażenia i wyrazy przeniesione z aktów prawnych i z tekstów, które przychodzą do nas z Brukseli a więc przede wszystkim jest to bardzo modna „aplikacja” i „aplikowanie”. Czy państwo wiedzą, że studenci już o nic nie proszą, tylko o wszystko „aplikują”, składają „aplikacje” a nie – podania. Dla mojego pokolenia „aplikacja” to jest pewien termin prawny czy prawniczy albo takie naszywanie – panie wiedzą to lepiej. Teraz wszyscy tylko „aplikują o coś”. Drugim takim wyrazem modnym jest „formuła” w znaczeniu koncepcja, pomysł, program: „festiwal kilka razy zmieniał swoją formułę”.

Oczywiście, jest też wyraz „kreatywny” – przedsiębiorczy, pomysłowy, twórczy: „kraj nowoczesny i unikatowy o bogatej i kreatywnej kulturze współczesnej” albo „kreatywne zagłębie Europy”. „Kreowanie” w znaczeniu tworzenie: „Rada rekomenduje krajom UE kreowanie takich reform, które umożliwią” itd. „Kultowy” w znaczeniu najlepszy: „kultowy twórca filmowy”. Dalej „temat”: „temat partnerstwa wschodniego” i oczywiście „w tym temacie”. Dalej „kondycja” w znaczeniu stan, położenie: „kompleksowa ocena kondycji sztucznego zbiornika zaporowego”. Zbiornik zaporowy też ma swoją kondycję. Do „kondycji gospodarki” już się przyzwyczailiśmy, do „kondycji społeczeństwa” już się przyzwyczailiśmy, chociaż dawnej mówiło się „stan społeczeństwa”, „położenie w społeczeństwie”, ale „kondycja zbiornika zaporowego” razi mnie tak samo, jak użycie wyrazu „inteligentny” w połączeniu z „nawozami sztucznymi”: „inteligentne nawozy sztuczne”. Jeszcze dobrze, że sztuczne, bo gdyby były „niesztuczne nawozy inteligentne”, to można by to zmienić na bardzo wyraziste sformułowanie.

Oczywiście, „rekomendować” zamiast „polecać”: „Rada rekomenduje krajom UE kreowanie takich reform, które umożliwią bardziej elastyczne zarządzanie uczelniami”. Oczywiście „implementować” i „implementacja”. Przepisów już się nie „wdraża”, nie „wprowadza w życie”, tylko się „implementuje”, bo jak to ładnie brzmi taka „implementacja” czy „implementować”. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że „implementować” to nie jest nic innego, jak „wdrażać” albo „wprowadzać w życie”. Nie ma żadnej różnicy znaczeniowej między tymi sformułowaniami.

Najnowsze zapożyczenie z języka angielskiego to „dedykowany” w znaczeniu poświęcony: „ostatni panel dyskusyjny będzie natomiast dedykowany problematyce zwiększenia handlu w UE”. Jak państwo jeżdżą, to przecież na każdej stacji benzynowej olej napędowy jest „dedykowany dla silnika”. Po angielsku dedicated – „dla” albo „do”, ale i tak, i tak. Jeśli po angielsku jest tak sformułowane, to po polsku „dedykowany”, bo jak może być, prawda? To jest właśnie takie tłumaczenie dosłowne i to się zdarza bardzo często.

„Wizja” – oczywiście teraz każdy mówi, że ma „wizję” i „misję”. Uniwersytety teraz zostały nawet do tego zobowiązane, ba, każdy wydział uniwersytetu musi przedstawić swoją „misję” i „wizję”. To jest najważniejsze, by mieć swoją „misję” i „wizję”, a potem jeszcze realizacja „wizji” i „misji”. Nieważne, żebyśmy uczyli studentów, ważne, byśmy mieli „wizję” i „misję”.

„Korespondować” to już jest dawne – w znaczeniu „być odpowiednim”: „tematyka konferencji koresponduje z jednym z priorytetów”. O „kondycji” już mówiłem.

Już się przyzwyczailiśmy do „przyjaznego” w znaczeniu nie mający negatywnego wpływu na ludzi: „budowa przyjaznego środowisku przemysłu”. Już mówiłem o „inteligentnych nawozach”, ale jest „inteligentny” w odniesieniu w ogóle do przedmiotów: „inteligentny dom”, „inteligentny samochód”. Zawsze cytuję taki drastyczny przykład sprzed kilku lat: „znowu inteligentna rakieta trafiła w szpital”, bo była bardzo inteligentna. Jakiś krem nazywa się „pierwszym inteligentnym kremem, który przez 24 godziny na dobę wsłuchuje się w potrzeby skóry kobiety”

 prof. dr hab. Andrzej Markowski Przewodniczący Rady Języka Polskiego

Credit: sejm.gov.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *