koty

ave-me:

To nie to, że ja kotów nie lubię… ale mam wrażenie, że jak nikogo w domu nie ma, to one właśnie tak kombinują jak przejąć władzę nad światem… ha… a my głupki się kosmitów obawiamy!

____

Reakcje różnych ludzi i rozmaitych środowisk na formowanie się nowych władz wcale nie  napawają otuchą. Owszem, wiemy: rządząca latami Platforma miała wysokie poparcie i wreszcie straciła swych wyborców. Ale niekoniecznie to oni nadają ton niezadowoleniu, wyprzedzającym rzecz pretensjom, niewierze, defetyzmowi czy bezinteresownej nieżyczliwości.

Jest takie spolszczone określenie znamiennego stanu społecznego: brudna wspólnota. Sprowadza się ono do sytuacji, w której wielu ludzi jest w jakimś stopniu „umoczonych” czy – wystrychniętych na dudka.

Mają w głębi duszy złe samopoczucie, lęk czy poczucie zależności, jakby coś niepochlebnego na ich temat mogło wyjść na jaw. Nie każda władza, nie każda polityka i nie każdy styl czy medialne przedstawienie podsuwa takie samopoczucie obywatelom. W Polsce można by wiązać poczucie przynależności do brudnej wspólnoty nie tyle ze zjawiskami mafijnymi ile z upodleniem, jakie niósł do końca totalitaryzm pod sztandarami realnego socjalizmu. Może bardziej jeszcze tego rodzaju upokorzenie i (głębokie) skrępowanie płynie z poczucia bezradności, któremu – zwłaszcza w latach 2010-2015 – trudno się dziwić, jeśli się nie podziela przeświadczenia o złotym wieku w jaki Kraj wkroczył i widzi niedorozwój, biedę i dezorganizację, inaczej niż w potiomkinowskich mediach III RP.

Ci, którzy wiedzą z góry, że nie można zmianie wierzyć i recenzują przesłanie rządu nim premierowi dane będzie wygłosić exposee czy przedstawić, jak personalnie gabinet miałby się prezentować trzeba przyznać zdolności prorocze. Albo niechęć wobec faktów i konstrukcje a priori (może wręcz: co by było gdyby). Inni krytykują na zapas nowy rząd dwa dni po zaprzysiężeniu, bo nie ma gotowej ustawy  ratunkowej dla górnictwa, którą potajemnie powinien był latami pisać i od razu przeprowadzić w Sejmie. A może przewidzieć z góry potop migracyjny w Europie albo racje bezpieczeństwa, by paryskie dramaty były raz na zawsze wykluczone.

Takie i inne oczekiwania, bez chwili cierpliwości, są zwyczajnie niedorzeczne. Nie tyle nerwicowe, co dające wyraz jakiemuś kompleksowi czy brakowi przekonania, że jednak można przeprowadzić  w Polsce zmianę a prezentowanie w mediach serii ustawek zamiast przejrzystych decyzji niespodzianie się skończy. Nie jestem psychologiem społecznym ale w moich oczach przypominają te urazy zbiorowy kompleks żony alkoholika.

Rozumiem taki brak wiary w ludziach i środowiskach jako niechęć do ryzyka. Ryzyka wyjawienia własnych złudzeń czy zbłądzeń. Odmianę pogodzenia się z nieakceptowanym światem spraw publicznych przeciw któremu (na przekór) oddało się głos inaczej niż dotąd. Boli jednak perspektywa odkłamania wielu spraw i problemów. Podszeptuje,  nie tyle ile można na niej zyskać tylko ile można przy tym stracić. Podsuwa ułudę, że przynależenie do brudnej wspólnoty jest jednak uczestnictwem w grupie, natomiast pożegnanie z fałszem, dominacją sitw i korporacji, upomnienie się o sprawiedliwy ład, grozi wychyleniem się, naraża na wykluczenie,  osamotnienie, okrzyknięcie odmieńcem, który odmawia żywienia się działaniami pozornymi. Czas pierwszej „Solidarności” kiedy ludzie zaczęli mówić ludzkim głosem, nie bali się trudnych rozmów z władzą, tak zaczęło znowu znaczyć tak, nienie, te odlegle czasy sprawiły, że na kilkanaście miesięcy obywatele wstali z kolan, powołali własną, nie-oktrojowaną wspólnotę, zarzucili czapkowanie. Dzisiejszy czas też wymaga minimum odwagi. To jest czas, kiedy i rozum i odwaga są są w cenie. Bez tego wsparcia wybrana władza nie da rady. Razem, jak powiada Pani Premier – radę damy.

Stanisław Jerzy Lec pisał niegdyś:

nie lubię chwil wolności – zwierzał się rutynowany niewolnik . Zrywają się kajdany łączące nas i człowiek zostaje sam jak palec.

Poczucie przynależności do brudnej wspólnoty, choćby tych, których zwiedziono ustawkami, jest moim zdaniem rodzajem więzów, które trzeba zerwać, by odbudować  autentyczne więzi.


Józef Śreniowski